1. Liga: Pierwsze punkty WaG i “manita” Tokarskiego
Siódma seria gier przyniosła ostateczne rozstrzygnięcia pierwszej rundy sezonu zasadniczego. To była niedziela skrajnych emocji – od demonstracji siły lidera, który mimo osłabień nie dał rywalom szans, aż po sensację, która wstrząsnęła układem sił w walce o podium. Na półmetku rozgrywek wykrystalizował się samodzielny lider, ale peleton pościgowy szybko broni nie złoży.
Niedzielne zmagania od mocnego uderzenia rozpoczął wicelider tabeli. RKS Huwdu przystąpił do meczu z R1 SQUAD osłabiony brakiem swojego głównego rozgrywającego, Michała Szulca. Mimo absencji lidera klasyfikacji asystentów, RKS udowodnił, że ich siła ognia jest wystarczająca, by radzić sobie w trudnych momentach. Ciężar gry i zdobywania bramek po raz kolejny wziął na swoje barki fenomenalny Aleksander Bednarczyk (lider strzelców z 25 trafieniami), który poprowadził zespół do zwycięstwa 7:4. Huwdu, mimo braków kadrowych, zagrało mądrze i skutecznie, utrzymując drugą pozycję w tabeli i pozostając w ścisłym kontakcie z liderem.
Gdy emocje po pierwszym meczu jeszcze nie opadły, byliśmy świadkami prawdziwego dramatu Sparty Toruń w starciu z JBB Toruń. Wynik 1:10 wygląda jak egzekucja, ale jego przyczyny leżą znacznie głębiej niż w samej dyspozycji dnia. Sparta przystąpiła do meczu z bardzo wąskim składem, a plan na to spotkanie runął już na samym początku, gdy czerwoną kartkę obejrzał jeden z filarów drużyny, Patryk Kołodziejczyk. Grający w osłabieniu i bez możliwości rotacji zawodnicy Sparty byli bezlitośnie punktowani przez rozpędzone JBB. Frustracja w szeregach Sparty narastała wraz z uciekającym wynikiem, co znalazło swoje ujście w samej końcówce meczu – za brutalny faul czerwoną kartką ukarany został Marek Wiśniewski. JBB dzięki tej wygranej kończy rundę na podium (13 pkt), natomiast Sparta znajduje się w nieciekawej sytuacji. Zespół nie tylko stracił punkty, ale do rundy rewanżowej przystąpi poważnie osłabiony brakiem kluczowych zawodników, którzy zawsze stanowili o jego sile.
Kwestie kadrowe były również motywem przewodnim w meczu lidera, choć tutaj jakość piłkarska wzięła górę nad problemami. Bartist Toruń rozbił Jakubskie Toruń aż 12:1, mimo że mistrzowie musieli radzić bez zawieszonego Bartosza Elwartowskiego oraz nieobecnego Patryka Piotrowskiego. Brak liderów nie wpłynął jednak negatywnie na jakość gry, a lukę tę w spektakularny sposób wypełnił Marcin Tokarski. Popularny “Tokar” zagrał bardzo dobre zawody, zdobywając pięć goli i zostając niekwestionowanym MVP całej kolejki. Jego skuteczność była wyrokiem dla Jakubskiego, które stawiło się na mecz w zaledwie pięcioosobowym składzie do pola. Rywale, grający z tylko jedną zmianą – w drugiej połowie, byli tłem dla rozpędzonej maszyny Bartistu, który kończy rundę jako samodzielny lider.
Zwieńczeniem kolejki i całej rundy był mecz, który miał być formalnością dla AZS UMK Toruń, a stał się sensacją sezonu. Akademicy, walczący o powrót na podium, podejmowali zamykający tabelę zespół Wygrywaj albo Giń. Futbol po raz kolejny udowodnił swoją nieprzewidywalność. Skazywane na pożarcie WaG zagrało niezwykle ambitnie, wykorzystując słabszy dzień faworyta i sensacyjnie wygrywając 4:3. To historyczne, pierwsze punkty WaG w tym sezonie, które udowadniają, że w tej lidze nikt nie zamierza się poddawać. Dla AZS UMK to druga porażka z rzędu, która ma fatalne skutki – Akademicy spadają na 4. miejsce, tracąc miejsce na podium na rzecz JBB.



