1. Liga: R1 Squad koszmarem Bartistu

Jeśli ktoś szuka w sporcie stabilizacji i przewidywalności, to 1. Liga w tym sezonie zdecydowanie nie jest miejscem dla niego. Nasza optyka na układ sił zmienia się tu niemal co tydzień, a stara, wyświechtana prawda o tym, że “każdy może wygrać z każdym”, w miniony weekend stała się brutalnym faktem.

Preludium do tego trzęsienia ziemi nastąpiło już w sobotni poranek. W meczu rozgrywanym awansem, będącym swoistą rozgrzewką przed daniem głównym, R1 SQUAD po wymianie ciosów pokonał Wygrywaj albo Giń 6:5. Wtedy wydawało się, że to po prostu trzy punkty dla faworyta, ale z perspektywy czasu widzimy, że był to sygnał ostrzegawczy – WaG, mimo porażki, pokazało kły, a R1 udowodniło, że jest gotowe na mordercze tempo. Jednak prawdziwy rollercoaster ruszył dopiero w niedzielę, i to w momencie, gdy najmniej się tego spodziewaliśmy.

Niedzielne popołudnie rozpoczęło się od sensacyjnego scenariusza w meczu Sparty Toruń z wiceliderem, RKS Huwdu. Sparta, przetrzebiona kartkami i grająca bez optymalnego składu, zamiast murować bramkę, rzuciła się do gardła faworytowi. Przez długi czas pachniało gigantyczną niespodzianką – osłabiona Sparta prowadziła 2:0 i wyglądała na tle Huwdu naprawdę solidnie, jak równy z równym. Ostatecznie jednak jakość ofensywna RKS-u wzięły górę, a faworyci odwrócili losy meczu na 4:2. Huwdu odetchnęło z ulgą, ale Sparta wysłała jasny sygnał: skreślanie ich to błąd.

Chwilę później liczyliśmy na absolutny hit kolejki, a otrzymaliśmy bolesną weryfikację marzeń o medalu jednej ze stron. Mecz JBB Toruń z AZS UMK Toruń zakończył się nie zwycięstwem, a demolką 12:0. Popis swoich umiejętności ofensywnych po raz kolejny zademonstrował bramkarz JBB – Kevin Kollar. Trzy bramki i dwie asysty to wynik, którego nie powstydziłby się nominalny zawodnik z pola. Co ciekawe – bramkarz JBB grając w tym sezonie tylko trzy mecze, w punktacji kanadyjskiej zdobył już 9 punktów, o dwa mniej niż najlepszy zawodnik drużyny JBB. Wracając do AZS to ponownie na parkiecie pojawili się w mocno okrojonym składzie i wyglądali na tle rozpędzonego JBB jak drużyna z innej ligi. Zwycięstwo katapultowało JBB na góre tabeli, podczas gdy AZS, choć matematycznie wciąż blisko, mentalnie i kadrowo powoli wypisuje się z walki o najwyższe cele.

Największy znak zapytania postawił przy sobie jednak mistrz. O 16:00 Bartist Toruń, stawiając się na mecz w mocnym, optymalnym składzie, podejmował zmęczone sobotnim graniem R1 SQUAD. Teoretycznie wszystko przemawiało za obrońcą tytułu. Praktyka? R1 SQUAD zagrało jak w transie, udowadniając, że mają patent na mistrza. Żelazna defensywa i zabójcza skuteczność dały im zwycięstwo 5:2. Bartist, mimo posiadania wszystkich atutów w ręku, przegrywa w kluczowym momencie, co rodzi poważne pytania o ich formę w decydującej fazie sezonu.

Weekend zamknął mecz w dolnych rejonach tabeli, który ostatecznie pogrzebał spokój jednej z drużyn. Jakubskie Toruń, dysponując w niedzielę całkiem dobrym składem, miało wszystko, by odskoczyć od strefy spadkowej. Zderzyli się jednak z odrodzonym Wygrywaj albo Giń. WaG, grając drugi mecz w weekend, wykrzesało z siebie resztki sił i wygrało 3:2. W końcowe drużyna Macieja Dudka miała kilka okazji, ale raziła nieskuteczność. Dla Jakubskiego ta porażka, poniesiona mimo dobrej kadry, otwiera szeroko wrota z napisem “spadek”. WaG z kolei, wygrywając drugi mecz z rzędu (licząc poprzednią kolejkę), wraca do żywych w wielkim stylu.

Leave a Reply