1. Liga: R1 Squad idzie za ciosem, Bartist wraca na zwycięski szlak
Ostrzyliśmy sobie zęby na starcia w drugiej kolejce najwyższej klasy rozgrywkowej, czekając przede wszystkim na weryfikację sensacyjnych wyników z otwarcia sezonu. Szczególnie ciekawiło nas, czy R1 Squad utrzyma kosmiczną formę oraz jak na bolesną lekcję pokory zareaguje mistrzowski Bartist. Dziś wiemy już, że ci pierwsi udowodnili, iż stać ich na walkę o najwyższe cele, natomiast podrażnieni obrońcy tytułu – mimo potężnych wzmocnień kadrowych – musieli się mocno napocić, by ujarzmić ambitny RKS Huwdu.
Ligowe zmagania rozpoczęliśmy od konfrontacji rewelacji sezonu, R1 Squad, z ekipą Wygrywaj albo Giń. WaG, mimo porażki na inaugurację, nie pozostawił po sobie złego wrażenia, dlatego spodziewaliśmy się wyrównanego boju. Rzeczywistość jednak brutalnie zweryfikowała te przewidywania. R1 Squad swoją formą ponownie zaskoczył wszystkich, a kolejne wysokie i przekonujące zwycięstwo utwierdza nas w przekonaniu, że drużyna Pawła Pagie to nie jednorazowy wybryk, ale realny kandydat do namieszania w ligowej czołówce. Choć minęły dopiero dwie kolejki, styl gry i skuteczność R1 muszą budzić szacunek każdego rywala. Z kolei WaG zagrał tym razem zdecydowanie poniżej swoich możliwości i z zerowym dorobkiem punktowym są na dole tabeli, co dla tak doświadczonej ekipy jest sygnałem alarmowym.
Równie jednostronny przebieg, wbrew naszym oczekiwaniom, miał “klasyk” sprzed lat, czyli starcie Jakubskiego z JBB Toruń. Mecz zapowiadany jako widowisko na najwyższym poziomie, obnażył obecne braki kadrowe powracającej legendy. Nie można odmówić Jakubskiemu ambicji – walczyli przez pełne 50 minut – jednak doświadczenie, zgranie i czyste umiejętności piłkarskie były po stronie JBB. Zespół Przemysława Kłanieckiego wygrał w pełni zasłużenie, wykorzystując fakt, że ławka rezerwowych rywali, w porównaniu do pierwszej kolejki, drastycznie się skurczyła. Na tym poziomie rozgrywkowym brak możliwości rotacji jest bezlitosny, z czego Jakubskie musi szybko wyciągnąć wnioski, jeśli chce myśleć o punktach z czołówką.
Swoją mistrzowską formę potwierdza natomiast AZS UMK, który w starciu ze Spartą Toruń nie pozostawił złudzeń, kto rozdaje karty. Co prawda początek należał do Spartan, którzy sensacyjnie objęli prowadzenie, ale była to tylko cisza przed burzą. Kolejne minuty to koncertowa gra Akademików. Każdy strzelony przez nich gol systematycznie odbierał wiarę w sukces drużynie Kamila Lewandowskiego, przez co wyrównaną walkę oglądaliśmy w zasadzie tylko w pierwszej połowie. Druga odsłona została całkowicie zdominowana przez AZS, który wysyła jasny sygnał do ligi: w tym sezonie interesuje ich tylko złoto.
Na deser zostawiliśmy wielką niewiadomą, jaką była postawa Bartistu. Po klęsce w pierwszej kolejce, mistrzowie wrócili w niemal najsilniejszym zestawieniu, posiłkując się zawodnikami z FC Toruń czy TAF Toruń. Teoretycznie czekało ich łatwe zadanie w starciu z RKS Huwdu, ale parkiet napisał inny scenariusz. RKS wyciągnął wnioski z inauguracji i zagrał o niebo lepiej, stawiając faworytowi twarde warunki. Pierwsza połowa, zakończona remisem, toczyła się nawet pod dyktando zespołu Adama Krempecia, który częściej był na prowadzeniu. Dopiero w drugiej odsłonie Bartist uszczelnił obronę i zagrał pewniej w ataku, co finalnie dało im upragnione trzy punkty. Mimo zwycięstwa, mistrzowie pozostawiają po sobie mieszane uczucia – po dwóch kolejkach ich defensywa statystycznie jest najgorszą w lidze, co jest ewenementem, nad którym muszą pilnie popracować.



