1. Liga: Wielki powrót osłabionego AZS-u i dominacja R1 Squad

Trzecia seria gier w 1. Lidze przyniosła rozstrzygnięcia, które sprawiły, że układ tabeli przed przerwą świąteczno-noworoczną wygląda niezwykle interesująco, a hierarchia sił powoli zaczyna się krystalizować. To była niedziela stojąca pod znakiem wybitnych indywidualności, wielkich powrotów i brutalnych weryfikacji, które zdefiniowały nastroje w poszczególnych ekipach na najbliższe tygodnie.

Najważniejszą wiadomością dnia jest bez wątpienia postawa R1 Squad, który w hicie kolejki pokonał solidne JBB Toruń 9:5, zdając kolejny egzamin dojrzałości. Ojcem tego sukcesu był rewelacyjny Krzysztof Grunenberg. Lider R1 prezentuje wyborną dyspozycję, co potwierdził, znajdując się drugi raz z rzędu w drużynie tygodnia, a wisienką na torcie jest tytuł najlepszego gracza całej kolejki (MVP), który trafił w jego ręce. Zwycięstwa nad Bartistem i JBB w pierwszych trzech meczach oraz komplet dziewięciu punktów sprawiają, że R1 Squad, napędzany formą Grunenberga i Wróblewskiego, spędzi święta na fotelu lidera w pełni zasłużenie.

Kroku rozpędzonemu liderowi stara się dotrzymywać AZS UMK Toruń, choć ich starcie z Jakubskim miało niezwykle dramatyczny przebieg. Zespół Macieja Dudka stawił się w znacznie szerszym składzie niż przed tygodniem, co w pierwszej połowie pozwoliło im dyktować warunki i prowadzić zasłużenie 3:1. Wtedy jednak nastąpił zwrot akcji. Co ważne, Akademicy stawili się na to spotkanie w mocno okrojonym składzie, co tym bardziej zasługuje na pochwałę i uznanie dla ich charakteru. W trudnym momencie ciężar gry na swoje barki wziął Kieran Ollivierre. To on dał sygnał do ataku, poderwał zespół do walki i doprowadził do wyrównania. Jego kluczowa rola w tym powrocie nie przeszła bez echa – Kieran, podobnie jak Grunenberg, po raz drugi z rzędu zameldował się w drużynie tygodnia. W końcówce AZS poszedł za ciosem, wygrywając ostatecznie 5:3, dzięki czemu kończy rok na pozycji wicelidera bez porażki na koncie.

Równie imponujące zwycięstwo, choć w dolnych rejonach tabeli, odniósł RKS Huwdu, który rozbił Wygrywaj albo Giń aż 11:3. Już poprzednia kolejka zwiastowała zwyżkę formy RKS-u, a niedzielny mecz był tego dobitnym potwierdzeniem. Pierwszoplanową postacią widowiska był Aleksander Bednarczyk, który urządził sobie prawdziwy koncert strzelecki, będąc nieuchwytnym dla defensywy rywali. Z kolei WaG, mimo doświadczonej kadry, na razie mocno rozczarowuje – zespół z zerowym dorobkiem punktowym zamyka ligową stawkę i musi szybko szukać recepty na wyjście z kryzysu.

Kolejkę zamknęła absolutna deklasacja w wykonaniu obrońców tytułu. Bartist Toruń nie miał litości dla Sparty, wygrywając niespotykanym na tym poziomie wynikiem 20:0. Na parkiecie niepodzielnie rządził Patryk Piotrowski, który doskonale dyrygował grą mistrzów, kończąc spotkanie z niesamowitym bilansem 8 goli i 3 asyst. Sparta, która w ostatniej chwili uzupełniła stawkę pierwszej ligi, zderzyła się ze ścianą. Wnioski po tym meczu są jasne: kierownik drużyny Sparty w przerwie świątecznej musi pilnie poszukać wzmocnień, bo w innym wypadku, w obecnym zestawieniu personalnym, mogą być tylko tłem dla reszty stawki. Dla Bartistu to jednak ważny moment – po problemach defensywnych w pierwszych meczach, w końcu zagrali skutecznie w obronie, wysyłając sygnał, że wracają na właściwe tory.

Leave a Reply