4. Liga: Weekend pod znakiem pewnych wygranych, wyjątkiem jeden remis
W 7. kolejce 4. Ligi zabrakło niezapomnianych, piłkarskich emocji. Dość powiedzieć, że niemal wszystkie mecze, w których wyłoniony został zwycięzca, zakończyły się różnicą minimum czterech goli. A nawet ten jeden, w którym Wojtek i Przyjaciele pokonali Golden Boys, mógłby zakończyć się wyższym wynikiem. Lider tabeli pewnie sięgnął po trzy oczka, a największym wydarzeniem meczu była żółta kartka Karola Żychniewicza, która musiała niezwykle zasmucić typerów – większość bowiem spodziewała się, że nie zapisze on na swoim koncie “żółtka”. Szczególne powody do zadowolenia po zwycięstwie miał Sebastian Rutkowski, który trafił do szóstki kolejki.
Jedyne naprawdę wyrównane starcie miało miejsce między Spartą Toruń II, a FC Golden Six 2. Do 47. minuty wszystko układało się po myśli zespołu Kamila Lewandowskiego – prowadzili wówczas 2:0 i wydawało się, że już nic złego nie może im się stać. Jak jednak mówi stare piłkarskie porzekadło, “2:0 to niebezpieczny wynik”. I rzeczywiście – najpierw Kacper Czerwiński, a niemal w ostatniej akcji meczu Adrian Zieliński sprawili, że Sparta, zamiast trzech, dopisała do swojego dorobku zaledwie punkt. Z kolei “Goldeni” dzięki remisowi nie tracą kontaktu z zespołami znajdującymi się tuż nad strefą spadkową. Na wyróżnienie w tym meczu zasłużył Kamil Kowalski, który dzielnie strzegł bramki Golden Six i w dużej mierze to jemu mogą koledzy dziękować za ugranie remisu.
Bez żadnych kłopotów swoje mecze wygrali faworyci – FC Rangers Toruń i Jordanki. Ich rywalami były odpowiednio zespoły Relax Toruń i NoName, które plasują się po przeciwnej stronie ligowej tabeli. W tych przypadkach nie było zatem żadnych zaskoczeń, a zawodnicy zwycięskich drużyn mogli śrubować indywidualne statystyki. Tym samym na szczególne pochwały zasługują Karol Wiśniewski z FC Rangers (gol i 3 asysty) oraz Kamil Kamiński z Jordanek (5 goli i asysta, tytuł MVP kolejki w 4. Lidze).
Jeśli chodzi o indywidualne osiągnięcia, to barierę nie do przekroczenia przebił Radosław Marcinkowski. Z jednej strony jego osiągi (24 gole i 2 asysty) wyglądają okazale, jednak patrząc na okoliczności, w jakich je zebrał, to nie miało to wiele wspólnego z uczciwą rywalizacją. To jednak nie była wina jego i wszystkich innych graczy FC Devils, że rywale nie podeszli do spotkania na poważnie. Można wręcz powiedzieć, że to oni zachowali pełną sportową klasę, grając zgodnie z duchem sportu, nabijając kolejne gole, gdy była ku temu okazja. Głęboko wierzymy, że to była pierwsza i ostatnia taka sytuacja w wykonaniu FC Decoverde, a to, co w tym przypadku smuci, to zakrzywiona rywalizacja o indywidualne laury w 4. Lidze, bowiem można zaryzykować stwierdzenie, że króla strzelców znamy już po 7. kolejce.
Na koniec weekendu w 4. Lidze PZWANN 2.0 podejmował FC Zbieraninę i meczu tego nie zaliczy do udanych. Na dwa szybkie strzały zespołu Jakuba Szewczyka rywale odpowiedzieli golem kontaktowym, jednak później strzelała już wyłącznie, z jednym wyjątkiem, FC Zbieranina. 4:1 do przerwy, 7:2 na koniec to wynik, który w pełni oddaje przebieg rywalizacji. W ekipie PZWANN-u widać piłkarskie umiejętności, ale zawodzi komunikacja i zgranie. Im szybciej nad tym popracują, tym szybciej PZWANN wróci do rywalizacji o wyższe miejsca w tabeli.



