3. Liga: Strata punktów przez Formycę, “Goldeni” wracają na fotel lidera
Najbardziej wyrównana liga w rozgrywkach Ligi Toruńskiej po raz kolejny dostarczyła kibicom emocji do ostatniego gwizdka. Każde spotkanie miało swoją historię. Formyca Toruń „tylko” zremisowała z Brzozą Toruńską, a ich potknięcie bezlitośnie wykorzystało FC Golden Six, które po pewnym triumfie nad Koka Team powróciło na fotel lidera. 3. Liga znów udowodniła, że tu nie ma miejsca na błędy – każdy punkt ma ogromne znaczenie w kontekście walki o grupę mistrzowską.
Formyca Toruń kończy swoją imponującą serię pięciu zwycięstw z rzędu, choć dalej pozostaje niepokonana. Sobotnie starcie z Brzozą Toruńską było pokazem wszystkiego, co kibice kochają w piłce – zwrotów akcji, dramaturgii i walki do samego końca. Formyca rozpoczęła spotkanie idealnie, obejmując prowadzenie 2:0, lecz później dała się zaskoczyć rozpędzonej Brzozie, która w kilka minut zdobyła cztery bramki z rzędu. W drugiej połowie zespół Patryka Bensa pokazał charakter, odrobił straty i doprowadził do remisu, który ostatecznie uratował punkt. Choć wynik 4:4 nie daje pełnej satysfakcji liderowi, pokazuje ogromny potencjał ofensywny obu ekip. Brzoza kolejny raz udowodniła, że jest w stanie nawiązać walkę z każdym przeciwnikiem. MVP spotkania został Mateusz Kuliński, który swoją aktywnością i determinacją poprowadził Formycę do odrobienia strat.
Jeśli ktoś w niedzielny poranek wybrał się na mecz Redburn Kamlex – Black Bulls Toruń, z pewnością nie potrzebował już kawy. Spotkanie rozpoczęło się od mocnego uderzenia – w szóstej minucie prowadzenie gospodarzom dał Marcel Wcisło, który ponownie błyszczał formą. Potem jednak inicjatywę przejęli Black Bulls, a dwa trafienia Łukasza Białkowskiego wyprowadziły ich na prowadzenie 2:1. Gdy wydawało się, że trzy punkty padną łupem „Byków”, w końcówce scenariusz meczu całkowicie się odmienił. W 47. minucie do siatki trafił Piotr Jedynak, sprawiając radość nie tylko swojej drużynie, ale też typerom Ligi Toruńskiej, którzy obstawili jego gola. A gdy wszyscy spodziewali się remisu, w ostatniej akcji meczu z rzutu wolnego huknął ponownie Wcisło – precyzyjny strzał z lewej nogi nie dał bramkarzowi żadnych szans. Sędzia zakończył mecz natychmiast po tym trafieniu, a Redburn zdobył niezwykle cenne trzy punkty. Ten triumf to tlen dla zespołu, który wciąż liczy na awans do górnej części tabeli i udowadnia, że mimo kłopotów kadrowych potrafi wygrywać mecze w wielkim stylu.
Hit ósmej kolejki nie zawiódł! Pak Technik podejmował coraz lepiej grającą Squadrę Azzurrę, a emocji nie brakowało od pierwszego gwizdka. Pierwsza połowa należała do Squadry – dwa trafienia dały im pewne prowadzenie 2:0 i wiarę w końcowy sukces. Po przerwie jednak Pak Technik ruszył do ataku i w zaledwie dwie minuty doprowadził do remisu, pokazując, że potrafi odwracać losy spotkania. Niestety, uraz Sebastiana Lewandowskiego osłabił ofensywę lidera, a Squadra z każdą kolejną minutą prezentowała się coraz lepiej. Zespół Stanisława Makucha zaprezentował się dojrzale taktycznie i dobił rywali wygrywając całe spotkanie. Wynik 5:2 daje im awans na trzecie miejsce i realne szanse na włączenie się do walki o mistrzostwo. Wyróżnić należy duet Tomasz Brzoska – Radosław Zaleśkiewicz, którzy trafili do szóstki kolejki – pierwszy za skuteczność i waleczność, drugi za bardzo dobre interwencje między słupkami. Squadra udowodniła, że staje się jednym z głównych kandydatów do gry o najwyższe cele.
Golden Six kontynuuje marsz w górę tabeli i po raz kolejny udowadnia, że forma strzelecka wróciła na dobre. Po efektownym 11:1 sprzed tygodnia przyszedł czas na pewne zwycięstwo nad Koka Team 6:1. „Goldeni” zdominowali mecz od pierwszej minuty, prezentując świetną organizację gry i ogromną skuteczność w ofensywie. MVP spotkania został Paweł Wardęcki, który rozegrał bardzo dobre zawody. Zwycięstwo pozwoliło FC Golden Six powrócić na fotel lidera z dorobkiem 16 punktów, ale w górnej części tabeli nadal panuje ogromny ścisk. Koka Team po tej porażce spada na siódme miejsce, a ich sytuacja w kontekście walki o grupę mistrzowską staje się coraz trudniejsza. Kierownik Jarosław Tebecio ma jednak powody do umiarkowanego optymizmu – jego zespół nadal tworzy sytuacje bramkowe, brakuje tylko skutecznego wykończenia. To może być ostatni moment, by wrócić do gry o TOP 4.
Na zakończenie ósmej kolejki obejrzeliśmy prawdziwy popis jednego zawodnika. Bartosz Przyłuski, lider i serce Interu Toruń, skradł show, zdobywając aż pięć bramek i notując jedną asystę. To był jego koncert – błyskawiczne przyspieszenia, skuteczność pod bramką i nieustanna aktywność sprawiły, że przeciwnicy mogli jedynie bezradnie rozkładać ręce. Inter pokonał Starecegly.com 7:2 i zasygnalizował, że jest gotowy na walkę o najwyższe lokaty. Drużyna Łukasza Uszyńskiego po słabym początku sezonu prezentuje się coraz lepiej. Z kolei Starecegly.com, mimo kilku dobrych fragmentów, znów pogubiły się w defensywie – jeśli nie poprawią gry w tyłach, ciężko im będzie opuścić dolne rejony tabeli.


