Półmetek sezonu Ligi Toruńskiej – kto zaskakuje? kto zawodzi?
Pierwsza część rozgrywek za nami. Jeszcze niedawno drużyny szykowały się do startu sezonu, kompletowały składy, dogadywały się z nowymi zawodnikami, a dziś już mówimy o półmetku i pierwszych poważnych wnioskach. To właśnie ten moment, gdy można spojrzeć na tabelę nie jak na chwilowy obrazek, lecz jako na odzwierciedlenie realnej siły poszczególnych zespołów. Oczywiście – to wciąż sport amatorski, w którym wiele zależy od frekwencji i dyspozycji dnia, ale mimo tego na każdym szczeblu rozgrywek da się wskazać tych, którzy pozytywnie zaskoczyli i tych, którzy zawiedli oczekiwania.

Gdybyśmy dziś rozgrywali 11. kolejkę, układ w grupie mistrzowskiej wyglądałby zupełnie inaczej, niż można było zakładać przed startem sezonu. O ile obecność Bartistu i Sparty w czołówce nie dziwi absolutnie nikogo, to fakt, że w czwórce mamy Ragazzi i FCTP, można uznać za jedno z największych zaskoczeń tej jesieni. FCTP, które w poprzednich sezonach raczej męczyło się w ówczesnej Futbol-Arenie, dziś przeżywa prawdziwe odrodzenie. Drużyna gra solidnie, ma wyraźny pomysł na mecz, a liderem – w pełnym tego słowa znaczeniu – jest kapitan Jakub Kwiatkowski. Jego liczby mówią same za siebie: siedem bramek, sześć asyst, trzy nagrody MVP i trzy miejsca w drużynie kolejki. To właśnie dzięki takiej formie Kwiatkowskiego FCTP znów zaczęło być groźne dla każdego rywala. Ragazzi z kolei od kilku sezonów nieprzerwanie występują w najwyższej klasie rozgrywkowej, ale nigdy nie byli stawiani w gronie faworytów do medali. W tym roku jest inaczej. Ich mecze ogląda się z przyjemnością – jest zaangażowanie, jest walka o każdy centymetr boiska, ale przede wszystkim jest sporo czystej piłkarskiej jakości. Wyróżnia się Mateusz Wróblewski, świeżo nagrodzony tytułem zawodnika miesiąca, jednak trzeba podkreślić, że cały zespół prezentuje się jako bardzo poukładana, ambitna drużyna. Za ich plecami czai się Team UA. To ekipa, od której zawsze wymaga się wiele, i choć obecny sezon w ich wykonaniu nie jest katastrofą, to patrząc na potencjał – można mówić o lekkim rozczarowaniu. Podobnie sytuacja wygląda z Albatrosem, który po raz kolejny nie potrafi wykorzystać swojego bogatego składu. Sześć punktów po siedmiu kolejkach? To wynik zdecydowanie poniżej oczekiwań wobec tej kadry. Największym zawodem pozostaje jednak JBB Toruń. Drużyna Przemysława Kłanieckiego miała być jedną z tych, które nadadzą ton rozgrywkom. Tymczasem rzeczywistość okazała się brutalna: dwa remisy, cztery porażki, ani jednego zwycięstwa i ujemny bilans bramkowy. Przy takim potencjale kadrowym to rezultat, którego naprawdę nikt się nie spodziewał.

Drugi poziom Ligi Toruńskiej zawsze obfitował w emocje, a obecny sezon tylko to potwierdza. Liderem – trochę wbrew oczekiwaniom – jest RKS Huwdu. Jeszcze rok temu grali na czwartym szczeblu Futbol-Areny, a dziś są na czele tabeli. Czy to zaskoczenie? W pewnym stopniu tak, ale trzeba przyznać, że transfery przed sezonem zrobiły różnicę. Pozyskanie Alana Gierlikowskiego i Aleksandra Bednarczyka z Havany wyniosło drużynę na zupełnie nowy poziom. Problem w tym, że wystarczyło, by zabrakło Olka, a Huwdu – mówiąc wprost – nie istniało. To pokazuje, jak bardzo ta ekipa jest uzależniona od kluczowych postaci. Świetnie wygląda także SKFIX.pl (dawniej Clar System). Drużyna przeniosła wysoką formę z końcówki poprzednich rozgrywek i dziś depcze liderowi po piętach – tylko punkt straty to wynik, który należy ocenić zdecydowanie na plus. W dodatku 2. liga w tym roku jest wyjątkowo mocno obsadzona, więc takie osiągnięcie nie bierze się z przypadku. Na uwagę zasługuje również Team WikMont. Dwa punkty straty do lidera i jeden mecz mniej to dorobek, który w każdej chwili może dać im fotel lidera. Zespół ma w składzie wielu dobrze znanych graczy toruńskiego futbolu i pokazuje, że konsekwencją oraz doświadczeniem można naprawdę daleko zajść. Nieco inaczej wygląda sytuacja QJAWY Skiety Klapki. Kiedy mają skład, grają dobrze, momentami nawet bardzo dobrze. Ale problemem jest właśnie ta frekwencja – zbyt często muszą łatać dziury dopisując zawodników na ostatnią chwilę. To cena braku stabilizacji, a bez niej trudno marzyć o awansie. Choć trzeba przyznać, że przy większej regularności ta drużyna wciąż mogłaby włączyć się do walki o czołowe lokaty. Największym rozczarowaniem pozostaje jednak Tormal. Minus jeden punkt po półmetku rozgrywek? To wynik wręcz szokujący, biorąc pod uwagę, że jeszcze niedawno w Lidze C szli przez rywali jak walec. Teraz nie tylko zawodzi gra, ale przede wszystkim frekwencja. Jeśli nic się nie zmieni, wiosną najprawdopodobniej zobaczymy ich poziom niżej. Zawodzą także Młodzi Emeryci i OKS Rubinkowo. Emeryci – gdy już uda się zebrać skład – potrafią pokazać kawał piłki, ale brakuje im zaangażowania i determinacji, jakie cechują inne drużyny. Rubinkowo natomiast to zespół młodych chłopaków, którzy wrócili na toruńskie boiska, ale zostali wrzuceni na głęboką wodę. Potencjał mają, widać przebłyski jakości, jednak problemy z frekwencją sprawiają, że zamiast bić się o TOP4, muszą walczyć o spokojne utrzymanie.

Największym zaskoczeniem trzeciej ligi pozostaje Formyca. Początek sezonu zupełnie nie wskazywał, że ta drużyna może realnie włączyć się do walki o najwyższe cele – dwie porażki na start to nie jest scenariusz, który budzi optymizm. A jednak od tego momentu Formyca wygrała pięć spotkań z rzędu i dziś zasiada na fotelu lidera. Trzeba jednak podkreślić, że liga jest tak wyrównana, iż jedno potknięcie może wywrócić tabelę do góry nogami. Tu naprawdę trzeba mieć się na baczności w każdym meczu. Bardzo pozytywnie zaskakuje również FC Golden Six. To barwna drużyna, o której pisaliśmy już w jednym z wcześniejszych felietonów, i która w tym sezonie ma realną szansę, by zrobić krok w stronę drugiej ligi. Kluczowe będzie zachowanie chłodnej głowy, bo w ich grze zdarzają się wpadki. Mimo wszystko drugie miejsce po siedmiu kolejkach to wynik, którego nie można ocenić inaczej niż na plus. Po drugiej stronie tabeli największym rozczarowaniem są Starecegły. Jedno zwycięstwo i sześć porażek to bilans, którego mało kto się spodziewał, zwłaszcza że zespół ma w składzie graczy z dużym doświadczeniem. Niestety, to doświadczenie nie przekłada się na punkty i dziś bardziej realny wydaje się dla nich scenariusz walki o utrzymanie w grupie spadkowej niż jakiekolwiek aspiracje medalowe. Spodziewaliśmy się problemów Redburn Kamlex po odejściu kilku kluczowych zawodników, ale przedostatnie miejsce w tabeli to i tak wynik poniżej oczekiwań. Zespół nie przypomina już tej ekipy, która potrafiła walczyć o najwyższe lokaty. Na pocieszenie pozostaje fakt, że strata do szóstej pozycji wynosi tylko trzy punkty, więc teoretycznie wszystko wciąż mają w swoich rękach. Warto jednak podkreślić coś, co najlepiej pokazuje charakter tej ligi – wyrównanie. Black Bulls zajmują dziś dopiero 10. miejsce, a do trzeciej pozycji, gwarantującej medale, tracą zaledwie trzy punkty. To mówi wszystko. W trzeciej lidze nie ma miejsca na rozluźnienie i do samego końca sezonu losy awansu czy walki o utrzymanie będą ważyły się dosłownie w każdym meczu.

Na czwartym poziomie rozgrywek nie ma większych wątpliwości: pewnym krokiem po awans zmierza zespół Wojtek i Przyjaciele. To drużyna, która kadrowo po prostu przewyższa poziom ligi, więc każde inne miejsce niż fotel lidera byłoby odbierane jako porażka. Ich gra potwierdza oczekiwania – solidna, poukładana i skuteczna. Zdecydowanie ciekawszym wątkiem są jednak Jordanki i Rangersi. Obie drużyny mają po piętnaście punktów, niemal identyczny bilans bramkowy i – co najważniejsze – realne szanse na medal. Przed startem sezonu niewielu wskazałoby ich jako kandydatów do czołówki, a dziś mogą być czarnymi końmi rozgrywek. Ich bezpośrednie starcie w ósmej kolejce zapowiada się fascynująco – zwycięstwo może otworzyć drzwi do grupy mistrzowskiej. Na pochwały zasługuje również FC Devils. To drużyna, która obok „Wojtków” prezentuje się najbardziej przekonująco. Jeśli tylko utrzymają frekwencję i nie pozwolą sobie na niepotrzebne wpadki, wiosną powinni rozgrywać mecze już na wyższym szczeblu. Na przeciwnym biegunie znajdują się jednak FC Decoverde. Jeszcze niedawno byli pewnym zwycięzcą Ligi E Futbol-Areny i wydawało się, że pójdą za ciosem. Jakość piłkarska była po ich stronie, ale rzeczywistość brutalnie zweryfikowała młodą ekipę. Wyniki są słabe, a co gorsza – momentami ich podejście do gry wygląda na brak szacunku wobec rywala, własnego czasu czy pieniędzy włożonych w udział w rozgrywkach. To obraz, który budzi rozczarowanie, choć nadal pozostaje nadzieja, że wyciągną wnioski. Potencjał mają ogromny, a na krytykę najlepiej odpowiedzieć dobrym meczem.

Najniższy poziom rozgrywek to zawsze największa zagadka przed startem sezonu. Nowe drużyny, brak historii, niepewne prognozy – tu naprawdę wszystko mogło się wydarzyć. Po siedmiu kolejkach mamy jednak pierwsze odpowiedzi i pewne wnioski. Liderem jest Piekło Stolczyk i to w pełni zasłużenie. Drużyna, w której nie brakuje zawodników z przeszłością w Lampartach Lubicz, od początku prezentuje się bardzo solidnie i konsekwentnie punktuje rywali. Pewnym cieniem na ich formie pozostaje tylko wysoka porażka z Afrykarium – wynik, który może budzić lekki niesmak. Jednak patrząc na ich dyspozycję, nie musi się on okazać brzemienny w skutkach. Tuż za plecami lidera czają się ZGK One – zespół, który przed startem rozgrywek był praktycznie anonimowy. Ligowy debiut zaczął od porażki z Piekłem, ale już wtedy pokazał się z dobrej strony. A potem było tylko lepiej – seria sześciu zwycięstw z rzędu wywindowała ich na samą górę tabeli. Liczna frekwencja, dobra organizacja i konsekwencja sprawiają, że są dziś jednym z najbardziej pozytywnych odkryć rozgrywek. Na plus należy zapisać również Neucę i KS Inflację. To drużyny, które środowisko toruńskiego futbolu amatorskiego zna bardzo dobrze, a w Lidze Toruńskiej pokazują się z dobrej strony. Obie mają spore szanse na medale, choć trzeba pamiętać, że awansują tylko dwie najlepsze ekipy. Dlatego realnym scenariuszem jest bój o brąz – a jeśli wszystko ułoży się zgodnie z terminarzem, to ich bezpośrednie starcie w ostatniej kolejce może być prawdziwym finałem sezonu.